Gościnni ludzie

Bardzo mili i gościnni ludzie. Wszyscy mówią po angielsku. Polecamy motocyklistom w trasie, bo motocykle mogą bezpiecznie odpocząć w garażu a dla których pewne oddalenie od morza nie jest istotne. Czarnyvaradero Poland. Staff 10 . Previous image of the property Next image of the property. Rumunia w ostatnich latach staje coraz bardziej popularnym kierunkiem turystycznym. Z pewność duży wpływ na to miało przystąpienie do Unii Europejskiej w 2007 roku, co znacznie poprawiło sytuację gospodarczą kraju, ale tez ułatwiło podróżowanie mieszkańcom innych państw członkowskic codeboy.pl Gościnny, Ludzie w IT junior, nauka programowania, programowanie, python 9. Bez lukru o tym, jak w praktyce wygląda zmiana branży, dlaczego programowanie nie jest dla każdego i jak w wieku 34 lat nauczyć się podstaw matematyki z filmów dla dzieci. Prawdziwa historia o drodze od seniora do juniora. „Malaysia truly Asia” is the Malaysian advertising slogan for foreigners. We are accompanied by it from the moment of getting our Malaysian “entry stamps” in our passports and I must honestly admit – the more we get to know Malaysia, the more I am struck with the inadequacy of that slogan. Why? A Traveler’s Maths Within the context of Asia, Malaysia is a moderately expensive … Białoruś jest piękna, ludzie gościnni, a jedzenie pyszne – rozmowa z uczestnikami wyprawy Żukiem przez Białoruś ... Dodam jeszcze, że jedynie wioski wyglądają skromniej ale też często są opustoszałe i zostają na nich starsi ludzie. Komputeryzacja jest powszechna we wszystkich urzędach, kartą można płacić niemal wszędzie ... Tłumaczenie słowa 'gościnny' i wiele innych tłumaczeń na angielski - darmowy słownik polsko-angielski. Bardzo gościnni ludzie. Pokoje super. Room service perfekcyjny Konrad Poland. Personale sempre a disposizione a qualsiasi ora - Posizione comoda dal centro, vicina a ristoranti e alcune spiagge - bagno con doccia grande - ampio balcone con stendibiancheria e tavolino/sedie Correct: Rafał Kosik, Felix Polon, Nika Mickiewicz, Net Bielecki, Niewidzialni Ludzie, Incorrect: Bolesław Prus, J.R.R. Tolkien, Rene Goscinny. Mieszkańcy Zony nie rozumieją, dlaczego nikt tu nie wraca. To przecież ich dom, tu spędzili młodość. Ciągle rozpamiętują, jak było przed katastrofą. Wielu z nich może jednak nie dożyć lata. Życie garstki mieszkańców jest bardzo samotne. Ludzie jednak witają przybyszów z uśmiechem, są serdeczni i bardzo gościnni. Wyjątkowy kraj, gościnni ludzie i aromatyczne jedzenie. 'Kuchnia Jakubiaka w Radiu Gdańsk' odwiedza Gruzję Dziś udajemy się do kraju pod wieloma względami wyjątkowego. Nie znajduje się daleko, krajobrazowo przypomina trochę Polskę, ale kulinarnie jest nieodkrytą wciąż i tajemniczą krainą. W kolejnym odcinku 'Kuchni Jakubiaka w ...

Prośba

2020.06.19 01:07 Sovietto_chlebitto Prośba

Siema ludzie. Mam do was prośbę. Kiedy to piszę mija 14nasta godzina od kiedy Nocna fifi wstawiła własny szablon i to jest spoko bo tym właśnie fifi pokazała że można zrobić dobry szablon na mema. Ale wystarczyło wam po prostu 14 godzin aby ten szablon przeruchać. Niektórzy nawet robiąc mema z tym szablonem nie ucinają znaku wodnego reddita. Odchodząc od tego Weza prosił o to aby nie robić memów z żyrandolem lub bake rollsami. Trudno uszanować prośbę youtubera? Jeśli robicie mema i wiecie o tym dobrze że nie jest to good quality mem to go nie wysyłajcie na wezowisko zaśmiecając tym grupę. A jeżeli nawet wyjdzie wam zadowalającej jakości to chociaż zróbcie aby tekst był czytelny. Wiadomo że praktycznie każdy youtuber posiadający własnego subreddita nie zaczynał z memami jakości aktualnego subreddita pewdiepew'a lub innych ytberów, ale chociaż starajcie się aby to był zadowalający mem. Jeśli dalej będzie tak że będą tylko memy z bake rollsami, żyrandolem lub z wodą Żywiec Zdrój, skończy się to tak że weza może przestać nagrywać overwatch wezowiska bo stan jest na tyle krytyczny że się nie zmieni i nawet usunie ten subreddit. I ostatnie co mam do powiedzenia. Jak chcecie robić memy z wezą to nie muszą być tylko zdjęcia z najnowszych filmów u wezy. Możecie użyć "shotów" z jego streamów,ze starszych filmów lub filmów w których on występuje gościnnie. Mam nadzieję że to do was przemówiło i nie będzie dalej hAhA BejK RoLS, rZyRAnDoL i WoDA goES bRrRRrr
submitted by Sovietto_chlebitto to Wezowisko [link] [comments]


2019.10.01 16:45 throwaway-085346 Uwielbiam polskę i jej ludzi, proszę czytajcie

Jestem nastolatkiem, który mieszka w Wielkiej Brytanii, mój ojciec jest Polakiem, moja matka jest Angielką. dlatego jestem w połowie polski ..
Za każdym razem, gdy jedziemy do Polski, ludzie są bardzo gościnni i wydaje się, że t poczucie wspólnoty. w Wielkiej Brytanii większość ludzi jest nieszczęśliwa i zgorzkniała.
Nie wspominając, że Polska ma najlepszą scenerię i krajobraz, ludzie są tak życzliwi i wszystko wydaje się czystsze i szczęśliwsze.
Nie mogę się doczekać kolejnej wizyty, a w przyszłości chcę tam mieszkać.
Dziewczyny wyglądają znacznie lepiej niż brytyjskie, bez wątpienia bardziej podobają mi się polskie dziewczyny
submitted by throwaway-085346 to Polska [link] [comments]


2016.08.18 19:18 ben13022 Koniec świata maharadżów

Trwały jeszcze negocjacje dotyczące szczegółów fatalnej w skutkach decyzji o podziale subkontynentu na Indie i Pakistan. Ale w tym dramacie byli jeszcze oni: 565 maharadżów, radżów, nizamów i nawabów, którzy władali bez mała trzecią częścią terytorium Indii
Nic nie pozwalało przypuszczać, że problem państw książęcych będzie trudny, o ile nie trudniejszy do rozwiązania niż problem Indii angielskich - pisał do Londynu ostatni brytyjski wicekról w przeddzień ogłoszenia niepodległości. 75 wciśniętych w brokatowe tuniki i mundury usiane orderami najważniejszych maharadżów i nawabów, a także premierzy reprezentujący drugie tyle książąt przybyli do Delhi, by usłyszeć z ust wicekróla lorda Louisa Mountbattena wyrok historii. Niektórzy z tych 565 indyjskich władców mieli pod sobą krainy wielkości Francji, inni - tak małe jak Andora, powierzchnia ponad 400 państewek nie przekraczała 30 km kw. Byli wśród nich najbogatsi ludzie świata i nędzarze.
Jak wyliczono, każdy z tych indyjskich władców posiadał średnio 11 tytułów, 5,8 żony, 12,6 dziecka, 9,2 słonia, 2,8 prywatnego wagonu kolejowego, 3,4 rolls-royce'a i dyplomy ubicia 22,9 tygrysa.
Niezależne państwa istniały na subkontynencie indyjskim od czasów starożytnych. Ich liczba, kształt i siła zmieniały się na przestrzeni dziejów; po upadku imperium Wielkich Mogołów na początku XVIII wieku nastąpił renesans samowładczych krain. Wtedy też rozpoczął się podbój Indii przez Angielską (a potem Brytyjską) Kompanię Wschodnioindyjską.
W interesie Anglików leżały podzielone, a więc słabe Indie. Ci władcy, którzy przyjęli ich z otwartymi ramionami, ci, których pokonanie byłoby dla brytyjskiej Korony zbyt kosztowne, a także ci zbyt mali, by warto się o nich kłopotać, mogli zatrzymać tron. Dostawali gwarancje autonomii w zamian za akceptację brytyjskiego zwierzchnictwa, oddanie wicekrólowi kontroli nad sprawami zagranicznymi i obronnymi, kontrybucję oraz utrzymywanie wojska najemnego, czyli sipajów. Ważność poszczególnych książąt określano w nieco kuriozalny sposób: liczbą salw armatnich oddawanych na ich cześć. Zależało to nie tylko od wielkości królestwa, ale też od zasług tych władców w służbie Koronie. Pięciu - z Hajdarabadu, Kaszmiru, Majsuru, Gwalijaru i Barody - cieszyło się honorami najwyższymi: 21 salw, a 425 najmniej ważnych pozdrawiano w bolesnej dla nich ciszy.
Lord Mountbatten był właściwie jednym z nich: więzy krwi łączyły go z połową rodów królewskich Europy. Miał wśród indyjskich książąt przyjaciół, z którymi polował, ucztował, grał w polo. Ale ostatni wicekról wiedział, że w nowych Indiach nie będzie miejsca dla samodzielnych maharadżów.
Tego samego zdania była indyjska Partia Kongresowa, która miała przejąć władzę w Delhi i z którą Londyn musiał sobie ułożyć stosunki. Gdyby ulec książętom i przyznać im niepodległość, Indie stałyby się zbiorem wrogich sobie terytoriów, bezbronnych i wydanych na łup Chin, które podobną feudalno-anarchiczną mozaikę zlikwidowały u siebie wieki temu.
Błyszcząc orderami na białym uniformie kontradmirała, Mountbatten wszedł do małej półkolistej Izby Książąt. Wśród zebranych wyczuwało się napięcie - wielu liczyło na utrzymanie przywilejów. Tymczasem wicekról postanowił przekonać przyjaciół, by wyrzekli się żądań niepodległościowych i ogłosili wolę przyłączenia się do Indii bądź Pakistanu jeszcze przed 15 sierpnia 1947 r., czyli dniem ogłoszenia niepodległości. W zamian Partia Kongresowa pozwoli im zachować tytuły, ordery, pałace i immunitety.
Na takie rozwiązanie przystał Vallabhbhai Patel, indyjski minister odpowiedzialny za uregulowanie spraw książąt. - Jednak muszą zgodzić się wszyscy - powiedział Mountbattenowi. - Jeżeli przyniesie mi pan w koszyku wszystkie jabłka z drzewa, wyrażam zgodę. - Niechże pan daruje tuzin najkrnąbrniejszych - targował się wicekról. - To za wiele... - mruknął Patel. - Najwyżej dwóch. Stanęło na sześciu. Oznaczało to, że Mountbatten musi namówić aż 559 władców na podpisanie aktu przyłączenia.
Niektórzy chyba nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji. Pewnego księcia na przykład najbardziej interesowało to, czy zachowa prawo do polowań na tygrysy. Pełnomocnik innego oświadczył, że nie wie, jaką decyzję podjąć pod nieobecność swego pana, który pojechał do Europy. Mountbatten westchnął i po chwili namysłu ujął w dłonie szklaną kulę służącą za przycisk do papieru. Przybierając natchniony wyraz twarzy, obrócił ją w rękach i oświadczył: - Zapytam moją kryształową kulę i zaraz dam panu odpowiedź. Zmarszczył brwi i wpatrywał się w kulę. - O, widzę pańskiego władcę - wyszeptał. - Siedzi na statku przy stole kapitańskim. Mówi coś do pana... Mówi: podpisać akt przyłączenia!
Towarzystwo było niezwykle barwne, przynajmniej taką miało opinię dzięki grupce największych cudaków. Indyjscy książęta cechowali się nabożnym stosunkiem do klejnotów, którym przypisywali mistyczny związek z władzą i potencją. Maharadża Barody chodził w tunikach tkanych złotą nicią przez tkaczy z jednej tylko rodziny - mieli oni paznokcie wycięte jak zęby grzebienia. W jego kolekcji była słynna Gwiazda Południa, siódmy co do wielkości brylant świata. Ozdobą kolekcji maharadży Patijali był plastron składający się z 1001 błękitnych diamentów - aż do początków XX w. podczas dorocznego święta władcy tego pendżabskiego państewka ukazywali się ludowi przyodziani jedynie w ów cenny krawat z męskością w stanie erekcji. Maharadża Bharatpuru miał kolekcję dywanów z kości słoniowej (ich twórcy kły słonia wpierw cięli na płatki). Wielu władców otaczało kultem te święte dla hinduistów zwierzęta - w Majsurze co roku odbywała się defilada tysiąca słoni przyozdobionych malowidłami, klejnotami i dywanami. Krwawe pojedynki słoni uświetniały uroczystości u maharadży Barody. Radża Dhenkanalu, małego państewka we wschodnich Indiach, dawał gościom okazję asystowania przy parzeniu się najpiękniejszych okazów ze swej hodowli. Niektórzy lubili inne zwierzęta. Nawab Dżunagarhu kochał psy, które trzymał w apartamentach i którym usługiwała służba. Na ceremonię zaślubin ukochanej suczki Roshanyi z labradorem imieniem Bobby zaprosił najważniejszych dygnitarzy Indii (nie wszyscy skorzystali).
Z kolei maharadża Benaresu, świętego miasta nad Gangesem, życzył sobie, by w momencie przebudzenia jego wzrok padał na świętą krowę. Skoro świt więc służący przyprowadzał krowę pod okno monarszej sypialni i kłuł w bok, żeby jej porykiwanie go obudziło. Kiedyś maharadża składał wizytę nawabowi Rampuru i pojawił się kłopot, bo apartament gościnny był na drugim piętrze pałacu. Gospodarz zakupił dźwig, którym co ranka podnoszono krowę do okna.
Wśród 22 rolls-royce'ów maharadży Bharatpuru był kabriolet ze srebra. Mały pikuś w porównaniu z lancasterem maharadży Alwaru - był on wyłożony złotem na zewnątrz i wewnątrz, a karoseria stanowiła replikę karocy koronacyjnej królów Wielkiej Brytanii. Monarchowie uwielbiali polowania - maharadża Gwalijaru własnoręcznie zabił 1400 dzikich zwierząt, a inni nie pozostawali w tyle. Z 600 komnat pałacu w Majsurze 20 zajmowała kolekcja wypchanych tygrysów, panter, słoni i bawołów. Maharadża Alwaru polował na dzikie zwierzęta, wabiąc je dziećmi, które porywał w wioskach, obiecując rodzicom, że zdąży zabić zwierzę, zanim pożre ono ich pociechę.
Nieodłączną częścią pałaców były haremy, a wielką sławę zyskał harem w Patali, który w szczytowym momencie liczył 350 małżonek i konkubin. Maharadża zapraszał znanych chirurgów plastycznych, by modelowali rysy i ciała jego ulubienic na wzór żurnalowych wizerunków modelek z Londynu i Paryża. W Patali było laboratorium, gdzie badacze eksperymentowali z afrodyzjakami, a przez pewien czas za najbardziej skuteczny uznawano napój przyrządzany z mieszaniny marchwi i wróblich móżdżków. Kiedy maharadża Majsuru dowiedział się od pewnego chińskiego podróżnika, że najbardziej skuteczne napoje miłosne wyrabiane są z roztartych diamentów, kazał setki tych kamieni zalegających w skarbcu przemleć na proszek.
Za największego dziwaka można chyba uznać Jego Natchnioną Wysokość nizama Hajdarabadu. Mierzył 150 cm i ważył 40 kg, z zębów zaś pozostało mu jedynie kilka pniaków czerwonawych wskutek żucia liści betelu. Obsesyjnie bał się otrucia i kazał słudze próbować wszystkich dań. W 1947 r. ów nizam uchodził za jednego z najbogatszych ludzi świata, dysponował potężną armią z lotnictwem; miał kufry wypełnione rupiami, dolarami i funtami zawiniętymi w stare gazety: w sumie jakieś 100 mln dol. I góry klejnotów. Miał też harem z 40 żonami i setką konkubin.
Nizam był bardzo skąpy. Ubierał się w tandetne piżamy i sandały z miejscowego bazaru, a przez 35 lat nosił na głowie ten sam fez, sztywny od brudu i potu. Miał też zwyczaj zbierania niedopałków pozostawionych w popielniczkach przez gości. Kiedyś lekarz przybyły z Bombaju, który chciał zbadać stan serca władcy, nie mógł wykonać elektrokardiogramu, bo żaden aparat elektryczny w jego siedzibie nie działał - z oszczędności monarcha rozkazał, by elektrownia w Hajdarabadzie na stałe zmniejszyła napięcie prądu. Spadkobierca legendarnego królestwa Golkondy nie mieszkał w pałacu - wolał ruderę przekazaną mu w darze przez któregoś z dworzan. Jako wyposażenie pokoju miał siennik, stół, trzy krzesła, baterię popielniczek i kosz na śmieci, który wolno było opróżniać raz do roku z okazji jego urodzin.
Ale Indie maharadżów i nawabów miały także inne oblicze. Liczni książęta podróżowali na Zachód, studiowali tam, odkrywali dobrodziejstwa nauki i techniki. Wielu zdołało przekształcić swe państwa w przyczółki cywilizacji i postępu wyróżniające się na tle całej Azji. Maharadża radżastańskiego Bikaneru stworzył na pustyni ogrody, sztuczne jeziora i kwitnące miasta - nie dla siebie, lecz dla poddanych. Muzułmańskie księstwo Bhopalu dało kobietom swobody bez precedensu na kontynencie. Maharadża Barody zakazał poligamii i wprowadził bezpłatne i obowiązkowe szkolnictwo. Działał na rzecz niedotykalnych z zapałem godnym Mahatmy Gandhiego. Tworzył instytucje zaopatrujące pozakastowych wyrzutków w mieszkania i odzież, kształcące ich dzieci - niektórym opłacał czesne na amerykańskim uniwersytecie Columbia. Majsur miał najsłynniejszą w Azji politechnikę, sieć zapór hydroelektrycznych i zaawansowany przemysł. Maharadża Dżajpuru - potomek jednego z największych astronomów w historii, uczony, tłumacz zasad geometrii Euklidesa na sanskryt - uczynił z obserwatorium w swej stolicy ośrodek studiów o światowej renomie.
Indyjscy książęta pomagali Brytyjczykom w czasie wojen. Podczas I wojny maharadża Bikaneru rzucił swych wielbłądników do szturmu na okopy niemieckie. W 1944 r. sipaje gwardii przybocznej dowodzeni przez młodego maharadżę Dżajpuru walczyli pod Monte Cassino, otwierając drogę na szczyt żołnierzom 2. Korpusu Polskiego. W latach 40. na indyjskie trony wstąpiło nowe pokolenie książąt, które bardziej niż poprzednie zdawało sobie sprawę z konieczności przeprowadzenia reform. Jedną z pierwszych decyzji VIII maharadży Patijali było zamknięcie legendarnego haremu ojca, Bhupindera Singha Wspaniałego. Maharadża Gwalijaru poślubił plebejkę, córkę urzędnika, i opuścił olbrzymi rodzinny pałac.
Jedno po drugim kolejne jabłka wpadały do koszyka Louisa Mountbattena, któremu pomagała Partia Kongresowa, chwytając się różnych forteli, by przekonać albo zastraszyć opornych. W końcu tylko trzech władców uparcie odmawiało podpisania aktu przyłączenia. Bogaty nizam Hajdarabadu nie mógł dołączyć do Pakistanu, bo jego państwo otaczały Indie, ale bał się o swoją przyszłość w hinduskim państwie i rozpaczliwie próbował uzyskać od Wielkiej Brytanii status niepodległego dominium. Nawab Dżunagarhu, małego księstwa leżącego również głęboko w indyjskim interiorze, chciał się przyłączyć do Pakistanu, bo pakistański agent przekonał go, że niepodległe Indie z miejsca otrują jego ukochane psy. Po dwóch tygodniach do Dżunagarhu wkroczyła armia indyjska - nawab musiał zmykać do Pakistanu razem z psami, żonami i biżuterią, ale bez księstwa. Także nizam Hajdarabadu wkrótce po wyjeździe ostatniego wicekróla zobaczył swe królestwo siłą wcielone do niepodległych Indii.
Jednak najpoważniejszy problem nazywał się Kaszmir. Terytorium to leżało na pograniczu Indii i Pakistanu i było rządzone przez hinduskiego władcę Hariego Singha, ale większość jego poddanych stanowili muzułmanie. Najrozsądniejsza wydawała się integracja z muzułmańskim Pakistanem - "k" w nazwie tego państwa oznaczało właśnie Kaszmir. Mountbatten przywiózł maharadży gwarancję, że szefowie Partii Kongresowej nie będą zgłaszać obiekcji, ale Singh upierał się przy niepodległości. - Przykro mi to panu mówić, ale to niemożliwe - wybuchnął wicekról. - Kaszmir jest zbyt zależny, zbyt rozległy, a jego ludność zbyt nieliczna. Mając za sąsiadów dwa antagonistyczne państwa, stanie się pan piłką w ich rozgrywkach. Skończy się na tym, że Kaszmir stanie się polem bitew hindusów z muzułmanami - prorokował Mountbatten, jakby czytał przyszłość z kryształowej kuli. W październiku 1947 r. Pakistan postanowił przyłączyć Kaszmir siłą. Ale nie jawnie. Wykorzystał w tym celu Pasztunów, żyjące na granicy afgańskiej groźne plemię (z którego wywodzą się talibowie). Użycie tych niepokornych wojowników w Kaszmirze dawało władzom pakistańskim nadzieję na szybki upadek hinduskiego maharadży i aneksję jego państwa. Operacja była przygotowywana w tajemnicy. Pakistan liczył, że wyposażeni w ciężarówki, żywność i broń Pasztuni dotrą do odległego od granicy o 200 km pałacu w Śrinagarze w ciągu dnia. Jednak gdy tylko wjechali do pierwszego miasta, Muzaffarabadu, rozpierzchli się i zajęli grabieżą. Zaalarmowana armia indyjska pospieszyła z interwencją. Hari Singh błagał o przyłączenie Kaszmiru do Indii i Mountbatten się zgodził, pod warunkiem że o dalszym losie Kaszmiru zadecyduje referendum, które jednak nigdy się nie odbyło.
Tymczasem maharadża przeniósł się ze swym orszakiem do zimowej siedziby w Dżammu i nigdy już nie powrócił do pałacu w Śrinagarze, który kilka lat później został zamieniony w luksusowy hotel.
Partia Kongresowa dotrzymała słowa. Indyjska konstytucja z roku 1951 pozostawiła władcom tytuły oraz określiła listę książąt, którym rząd miał wypłacać honoraria w zamian za przejęcie przez państwo ich dóbr. Do czasu - bo w grudniu 1970 parlament uchylił rzeczone artykuły ustawy zasadniczej. Po trzech latach batalii przed najwyższymi instancjami sądowymi, mimo korzystnego dla nich wyniku głosowania w sądzie najwyższym, maharadżowie stracili w 1974 r. ostatnie przywileje, a ci z nich, którzy obnosili się z bogactwem, stali się obiektem zainteresowania policji i fiskusa.
Władcy zostali spauperyzowani i zniknęli niemal całkowicie ze sceny. Ich pałace, o ile nie zostały przekształcone w muzea, szkoły lub hotele, są już tylko nostalgicznymi pamiątkami minionej epoki.
Odwiedziłem kiedyś posiadłość maharadży Majsuru, podobno najbardziej obleganą atrakcję turystyczną Indii po Tadż Mahal. Pałac zwiedza się jak świątynię - boso. Z balkonów zwisa siatka chroniąca delikatne plafony przed profanacją ze strony ptaków i nietoperzy. Dookoła marmurowe posadzki, złocone kolumny, rzeźbione drzwi i sufity. Jedną z większych ciekawostek stanowi ważący tonę złoty tron.
Nadal co roku, w październiku, odbywa się tu festiwal Dussehra. W asyście orkiestr dętych tysiąc słoni udekorowanych dywanami, klejnotami, kwiatami i złotem maszeruje przez miasto. Najsilniejszy niesie tron maharadży wraz z palankinem. Z tyłu kroczą dwa inne słonie pozornie niewiozące żadnych pasażerów. Ale wszyscy wiedzą, że jadą tam dusze przodków władcy.
Maharadża zmarł w 1974 r. Jego syn przez wiele lat był członkiem parlamentu. Służba państwu indyjskiemu (bądź pakistańskiemu) to jedna z dróg, jakie mogli wybrać książęta po 1947 r.
Np. syn kaszmirskiego Hariego Singha był ministrem w rządzie Indiry Gandhi, która silnie lobbowała za odebraniem przywilejów książętom z poprzedniej bajki.
Wielu książęcych potomków porobiło kariery w dyplomacji: maharadża Patijali był ambasadorem Indii w Holandii, maharadża Dżajpuru reprezentował Indie w wielu stolicach europejskich. Inni stali się wybitnymi oficerami albo udanymi biznesmenami. Reszta wybrała życie kustoszy pamiątek swej dawnej chwały.
źródło: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,133660,14558186,Koniec_swiata_maharadzow.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Jedź do Armenii Green Velo - odcinek 1- Świętokrzyskie Biketravel challenge - YouTube Cuba - Havana in the rhythm Chan Chan - part 1 Mikołajek.2009.PLDUB.DVDRip.XViD-rokigd.mp4 - YouTube CZARNOBYL - Kolacja u Samosiołów - Bonus (polskie napisy)

gościnny - tłumaczenie na angielski - słownik polsko ...

  1. Jedź do Armenii
  2. Green Velo - odcinek 1- Świętokrzyskie
  3. Biketravel challenge - YouTube
  4. Cuba - Havana in the rhythm Chan Chan - part 1
  5. Mikołajek.2009.PLDUB.DVDRip.XViD-rokigd.mp4 - YouTube
  6. CZARNOBYL - Kolacja u Samosiołów - Bonus (polskie napisy)
  7. Odcinek 3 Węgry

Wrażenie zrobił na mnie zabytkowy most, piękne trawiaste tereny i gościnni ludzie Biketravel challenge uploaded a video 3 years ago 7:16. 2 odcinek ... 6 dni autostopem po Armenii. Piękne widoki, gościnni ludzie a w tle konflikt z Azerbejdżanem. Kraj o trudnej historii i trudnej teraźniejszości. Biedny ale bogaty. Pierwszy kraj ... Do tego nieskażona przyroda, pyszne jedzenie, tanie noclegi, gościnni ludzie - tak w skrócie można opisać najdłuższą trasę dla rowerzystów w Polsce - Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo. psychologia, Exnera testy projekcyjne, Test Rorschacha, test plam atramentowych Te nie są wizyty w skansenie. Często rąbiemy drzewo, nosimy wodę czy pomagamy w obejściu. Samosioły to bardzo otwarci i gościnni ludzie. Stół zawsze jest pełny, a ich twarze szczęśliwe ... Piękni, gościnni ludzie , doskonała muzyka z moim faworytem - piosenką Chan Chan wykonywanym przez zespół Buena Vista Social Club. Category Travel & Events Dalsza część podróży na Węgrzech. Dotarłem do pięknego parku narodowego Hortobagayi. Wrażenie zrobił na mnie zabytkowy most, piękne trawiaste tereny i gościnni ludzie.